Nie wiem, czy ktoś to kiedykolwiek przeczyta, ale chcę powiedzieć tylko jedno: Z ED nie ma wyjścia.
Od czego by tu zacząć? Hm, najlepiej od początku.
Nigdy nie byłam przykładem idealnej dziewczęcej sylwetki. Zawsze miałam grubsze nogi, uda. Sprawność fizyczna, a raczej jej brak, towarzyszyła mi od wczesnej podstawówki. Nie wiem dlaczego. Nadwagi nigdy nie miałam. Słowem mojej rodziny: nie jesteś ani gruba ani chuda. Jesteś normalna.
A co, jeśli ja nie chcę być normalna?
Już od dzieciństwa słyszałam słowa kierowane w moją stronę typu pół-żartem, pół-serio. Zwykle pochodziły one z ust bliskich mi osób. Rodzina, koleżanki..
"Ale ty przytyłaś"
"Ale masz dużą dupę"
Problem jest taki, że ja wcale nie chcę mieć takiego dużego tyłka. Chcę być wychudzona, ale zawsze się poddaję.
Mimo że znacznie wcześniej miałam problemy z akceptacją siebie to za początek wszystkiego uznaję datę 23.03.2022, kiedy zestresowana po całym dniu jedzenia weszłam na wagę. Na początku była to zwykła ciekawość, ale kiedy z przerażeniem zobaczyłam, że tylko 0,4 kg dzieli mnie od 60kg, prawie wybuchłam w emocjach.
Początki były łagodne. Mój organizm nie był przyzwyczajony do nagłego niejedzenia, więc na następny dzień od razu z 59.6 pojawiło się 57.5. Teraz wiem, że to tylko woda.
Bardzo łatwo mi szło, gdyż jeszcze wtedy nie wiedziałam czym jest binge eating disorder i z czym to się wiąże. Pod koniec 2022 osiągnęłam swoją najniższą wagę czyli 49kg. Nie trwało to długo, bo w dzień osiągnięcia poszłam się nawpierdalać i czwórka z przodu zniknęła szybciej niż faktycznie się pojawiła.
Kiedy nadszedł grudzień, a z nim święta, nastąpiła największa katastrofa w całym moim życiu. Przytyłam tyle, ile przez cały rok schudłam.
Głodówki, limity, wstrzymywanie się od jedzenia, odmawianie spotkań z przyjaciółmi.... Wszystko poszło się j e b a ć. Pamiętam, że ominęły mnie urodziny mojej przyjaciółki. Odmówiłam pójścia, bo bałam się, że przytyję. Teraz wiem, że mogłam na nie iść, bo ważę dokładnie tyle samo, co w marcu 2022. Albo kiedy głodziłam się kilka dni przed moimi połowinkami, aby tylko wejść w sukienkę. I wiecie co? Weszłam. Czułam się wtedy wspaniale pod tym względem, że dotrwałam.
Aktualnie waga waha się pomiędzy 56 a 57. Fatalny wynik w porównaniu do tego, co było kiedyś. Do tego, jak czułam się z czwórką z przodu. To trwało dosłownie chwilę.
Wcześniej wspomniałam coś o binge eating disorder. Nie mam diagnozy, ale ja po prostu wiem, że się z tym mierzę.
Nie mam anoreksji, choć tak bardzo chciałam ją mieć. W zamian co dostałam? Walkę z objadaniem się.
Nie potrafię nawet dotrzymać sobie obietnicy w kwestii głodówek, bo zawsze przegrywam. Kiedyś szło mi to bez problemu na tyle, że schudłam 6 kg w miesiącu. Teraz pozostaje mi się modlić, aby kolejnych sześciu kilogramów po prostu nie przytyć.
Jaki jest mój cel?
Założyłam tego bloga dla siebie. Żeby odpędzać się od bingowania. Żeby zmienić podejście i stać się motylkiem, o którym na ten moment jestem w stanie tylko marzyć.
Aktualnie mam ferie. Tak bardzo pragnę wytrzymać z niejedzeniem do ich końca. Tak bardzo tego pragnę.
I ja wiem, że jestem w stanie to zrobić. Potrzebna jest mi do tego jedynie...
Silna Wola.
Nie wiem, czy ktoś to kiedykolwiek przeczyta, ale chcę powiedzieć tylko jedno: Z ED nie ma wyjścia.